Miły sercu konserwatyzm

PIOTR NIEMIEC 2010-01-08

Okres przedświąteczny stał się dla mnie czasem pełnym etycznych i estetycznych rozczarowań. Nie polubiłem świątecznego wystroju sklepów, który pojawia się na dwa miesiące przed Wigilią i reklam telewizyjnych, w których nachalnie wykorzystuje się motywy kolęd bożonarodzeniowych.


Nawet super męska golarka męska czy kosmetyki dla kobiet muszą mieć w tle fragmenty „Przybieżeli do Betlejem” czy „Cichej nocy”.

Pamiętam, że w dzieciństwie prawdziwą jodłową choinkę ubieraliśmy z starszym bratem dopiero w wigilię rano. Najpierw, na wielkim stole w domu naszych dziadków w Janowie Lubelskim, układaliśmy łańcuchy z kolorowego papieru, stroiki z malowanej tekturki, małe woskowe świeczki umieszczone w specjalnych uchwytach i szklane bombki. Później zawieszaliśmy na drzewku łańcuchy, ozdoby, mocowaliśmy świeczki na końcach najdłuższych jodłowych gałęzi. I wtedy zaczynał się najpiękniejszy dzień w roku – Wigilia Bożego Narodzenia.

Wspomnienie tamtego wieczoru wciąż jest we mnie żywe, jakby czas stanął w miejscu... Ja z wypiekami na policzkach patrzę przez okno na ogród zasypany śniegiem, a potem wypatruję na ciemnym niebie pierwszej gwiazdki. Za chwilę dziadkowie podzielą opłatek pomiędzy dorosłych i dzieci, zapalą na choince świeczki, a potem wszyscy będziemy sobie składać życzenia. Zmówimy modlitwę i usiądziemy do świątecznego stołu, na którym pojawią się czerwony barszcz z pierożkami, smażony karp, szczupak w galarecie, postna kapusta z grzybami, kutia, ciasta i kompot z suszonych owoców. Wspólnie zaśpiewamy kolędy i otworzymy świąteczne paczki.

Tak zapamiętałem wigilię sprzed bardzo wielu lat. Nie było owoców południowych i bogatych prezentów, ale za to drzewko pachniało żywicą. Mój świat był przyjazny, ciepły, zjednoczony z Dzieciątkiem leżącym na sianku. Nie było kolorowych, elektrycznych iluminacji, sztucznego drzewka i plastikowych, tandetnych choinkowych gadżetów wyprodukowanych w Chinach.

Dzisiaj, niestety, święta Bożego Narodzenia przypominają w wielu domach bardziej jarmarczne show, niż rodzinną uroczystość religijną. Tak zresztą wygląda cały adwentowy grudzień, który przestał być okresem radosnego wyczekiwania, stając się miesiącem hipermarketowego szaleństwa. Kolędy słychać dosłownie wszędzie, a „święte mikołaje” wychodzą z kątów, jak domowe robactwo. Kupuj! – to teraz hasło zastępujące słowa: przygotuj się duchowo na dzień Narodzenia Pańskiego.

Jest w tym szaleństwie iskierka nadziei. Niedawno na pytanie, czy jesteś za świątecznym dekorowaniem sklepów od listopada, 45 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie, bo niszczy magię i nastrój świąt, a 36 proc. – raczej nie, wystarczyłaby dekoracja od grudnia. Tylko 13 proc. badanych stwierdziło, że chce bożonarodzeniowych dekoracji bardzo wcześnie, bo od razu robi się kolorowo i sympatycznie.

Wyniki ankiety zaprzeczyły tezie o postępującej amerykanizacji zachowań Polaków. W głębi serca tęsknimy za powrotem tradycji i uważamy, że nie wszystko jest na sprzedaż.