

Z Jego Ekscelencją ks. bp Stanisławem Stefankiem TChr rozmawia Alicja Karlic.
Alicja Karlic: Szanowny Ks.Biskupie, jest Ksiądz zaangażowany w służbę małżeństwu i rodzinie. Podczas rekolekcji w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Sterling Hts., wspominał Ksiądz o dokumencie Episkopatu z sierpnia 2009 roku, czy ten dokument powstał za przyczyną Księdza Biskupa?
Tytuł: „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie” - dlaczego taki tytuł?
- Dlatego, że rodzina jest jednym z terenów, gdzie postawiono najwięcej znaków zapytania. Spotykamy opinie i takie środowiska, które mówią, że dzisiaj nie można zdefiniować rodziny. Jest bardzo wiele definicji, nie tylko definicji słownych, ale jest wiele form współżycia wspólnotowego, które przypomina rodzinę. A więc podważono samą istotę rodziny, jak i małżeństwa.
Uważa się, że swoboda definiowania, swoboda organizowania się w związki, które mają przywilej rodziny, są wyznacznikiem cywilizacyjnym, są miarą wolności ludzkiej. Przyjmuje się to jako ideał. Natomiast trzymanie się tradycyjnego określenia małżeństwa i rodziny uważa się za ubogie i bardzo nie rozwijające życiowe postawy. Wręcz określenie – rodzina tradycyjna, stało się określeniem priorytatywnym, uważa się taką rodzinę za wiele gorszą od tych nowoczesnych, które w ciągu życia można dwa albo trzy razy przeorganizować, zmieniając partnerów czy styl. Dlatego prawda, prawda jedyna, która jest podważana na wielu przestrzeniach, nie jest tylko problemem rodziny, to jest w ogóle problem zdolności ludzkiego umysłu do poznawania prawdy. Prawda o rodzinie została w sposób bardzo istotny zaatakowana. Stąd, jeżeli chcemy uratować ważną i pierwszorzędną rolę rodziny w budowaniu życia społecznego, to musimy uratować prawdę.
Czyli dokument wydany przez Episkopat polski ma wartość uniwersalną.
- Jest to dokument skierowany właściwie do każdego człowieka i można ten tekst zakwalifikować jako tzw. konfesyjny. A więc, jest to wypowiedź kościoła katolickego oparta o teologię, źródła wiary itd. Dokumentacja tekstu jest bardzo obfita, sięga licznych źródeł. Jednakże teologia z natury swojej, a więc i ten dokument z natury swojej, nie zależy od źródeł, przekracza to, co my nazywamy konfesyjnością, tzn. przekracza, powiedzmy kręgi katolickie czy chrześcijańskie. Dotyka co chwilę ogólnoludzkich problemów. Człowiek jest przez stwórcę ustanowiony, a raczej usytuowany. Jest on z natury religijny. Albo mówiąc inaczej, religijne spojrzenie na człowieka z natury sięga uniwersalnych wymiarów przestrzeni.
Żyjąc w innym systemie społecznym, w innym systemie politycznym, gdzie problemy małżeństwa i rodziny są jak gdyby spotęgowane w porównaniu do problemów polskich, ten dokument miałby olbrzymią też wartość dla nas, mieszkających w Stanach Zjednoczonych.
- Podczas rekolekcji podałem adres strony , dla tych którzy chcą zapoznać się z tym dokumentem. Powtórzmy jeszcze raz: www.sluzycprawdzie.pl
Powiem jak to jest w Polsce. Oficjalnie jest to dokument Episkopatu wydany w pewnej serii, mniej więcej tak, jak wszystkie dokumenty się wydaje czyli kilka setek egzemplarzy. Takie dokumenty są oficjalnymi wypowiedziami, z których dopiero później korzystają inni, opracowują je, itd. W przypadku dokumentu o małżeństwie i rodzinie, rozeszło się już 12,500 tys. i to tylko na zasadzie zainteresowania. Ludzie zainteresowani zgłaszają się do wydawnictwa prosząc o mniej lub więcej egzemplarzy.
Obserwowałem stronę internetową, jak wchodzili czytelnicy, internauci i które rozdziały ich interesowały. Dokument ten prowokuje, niekiedy denerwuje. Widziałem jak internauci zaglądali do rozdziałów, które były natychmiast odrzucane. Ktoś przeczytał dwa zdania i już się zniechęcał. Dlatego, że wchodzili ludzie, którzy operują bardzo często tym samym schematem, oczekują, że kościół wreszczcie coś zmieni, na przykład, zatwierdzi małżeństwa homoseksualne, albo środki antykoncepcyjne.
Wydźwięk całego dokumentu jest pozytywny i jest duże nim zainteresowanie.
Dokument jest napisany językiem bardzo zrozumiałym dla każdego. Rozumiem, że jest to dokument nie tylko dla duszpasterzy.
- Dla wszystkich. Nad językiem pracowaliśmy osobno; 2-3 osoby były angażowane tylko do korygowania języka, ponieważ my księża, już nie mówiąc o biskupach, mamy skłonność do używania języka hermetycznego.
W zespole redagującym ostateczny tekst, mieliśmy takie osoby, które nas bez przerwy pilnowały, czy my mówimy po ludzku. Staraliśmy się wypracować język, w miarę dostępny dla każdego człowieka.
Czy moglibyśmy się zatrzymać nad którymś z działów? W pierwszym dniu rekolekcji wspomniał Ks. Biskup, że ciało jest świątynią Ducha Świętego. W dokumencie jest cały duży dział poświęcony wartości ciała.
- Dlatego, że we wspólczesnej obyczajowości wartość ciała jest najbardziej niszczona. Chyba najbardziej jest zubożone małżeństwo, relacje między mężczyzną i kobietą oraz relacje między rodzicami a dziećmi. My nazywamy to banalizacją ciała, tzn. odebrano ciału jego godność, godność ludzką i ustawiono go na poziomie czystej biologii, począwszy od żywienia a skończywszy na użyciu.
Również na użyciu, i to w kierunku powiedzmy tego popularnego seksu, a skończywszy na takim użyciu, jak problemy transplantacji, czy świadczeniu usługi, która nazywa się surogatka. Niedawno, po raz pierwszy spotkałem się z tym określeniem – surogatka (matka zastępcza). Jest to kobieta, która pożycza swoje ciało do wychowania zapłodnionego sztucznie embrjonu. Czyli krótko mówiąc, matka – kobieta, która przyjmuje obcy materiał genetyczny, zapłodniony in vitro, a następnie rodzi dziecko i oddaje je biologicznym rodzicom. Taka kobieta jest wynajęta na 9 miesięcy i nazywa się surogatką.
Kiedyś były mamki, które karmiły piersią nie swoje dzieci. To było ludzkie, były to matki, które miały też własne dzieci i były to gesty miłości, często gesty ratunku. Było to etycznie przejrzyste. Dzisiaj próbuje się angażować takie właśnie zastępcze funkcje ciała ludzkiego. To jest banalizacja, to jest obniżenie poziomu odnoszenia się do ciała.
Z drugiej strony słyszy się i czyta, że kobieta ma prawo być matką, pomimo że los chce inaczej. Zapłodnienie in vitro jest dość popularne.
- I to jest jeden z największych błędów logicznych. Również jest to tragiczna procedura. Kobieta nie ma prawa do tego żeby rodzić, ma możliwość, ale nie prawo. My nie możemy zgłaszać do Pana Boga takiego postulatu „mam prawo”. Jeżeli nie mam możliwości to znaczy, że nie mam możliwości. Ja mógłbym powiedzieć, że mając lat 73 mam prawo być kosmonautą, mam 20 milionów, bo zdaje się tyle kosztuje bilet w kosmos i proszę bardzo, chcę być kosmonautą. Ktoś powie, dobrze, ale ty nie masz możliwości, ponieważ twoja kondycja fizyczna nie nadaje się. Rozróżnienie pomiędzy prawem a możliwością jest bardzo istotne. Można popełnić bardzo bolesny błąd logiczny - jest to pierwsze wyjaśnienie. Po drugie, to prawo, które się zgłasza tak emocjonalnie, można zupełnie spokojnie w innych wymiarach zrealizować, mam tu na myśli wszystkie formy adopcji.
Po drugie, powstała nowa dziedzina, właśnie tutaj w Stanach Zjednoczonych, naprotechnologia. Jest to nowa metoda leczenia niepłodności. Jest metodą diagnozowania i leczenia niepłodności, polegającą na prowadzeniu dokładnych obserwacji kobiecego organizmu i tworzeniu na tej podstawie indywidualnych wytycznych dla każdej pary. Rodzenie dziecka nie rozwiązuje problemu niepłodności.
Trzecia sprawa jest taka, że to prawo, „mam prawo do dziecka” nie tylko jest głęboko nie logiczne od strony medycyny, ale proszę pamiętać, zapłodnienie in vitro jest zabiegiem jednym z najbardziej prymitywnych, jeśli weźmiemy pod uwagę całość tego faktu, który my nazywamy początkiem życia ludzkiego. Dalej, egzekwowanie „prawa do dziecka” połączone jest z koniecznością głębokiej ingerencji biologicznej w ciało matki, jak i konieczności zabijania ludzi, tzn. zapłodnionych embrionów. Najpierw jest stymulacja, która wymusza wielokrotne jajeczkowanie u kobiety i zupełnie niszczy jej ład hormonalno – rytmiczny. Ponadto nie ma możliwości zapłodnienia tylko jednego jaja, jednej komórki jajowej. Zawsze zabezpiecza się więcej zarodków, najlepiej rozwinięte implantuje się do macicy kobiety. Są to najczęściej 2 lub 3 najlepsze zarodki, pozostałe są mrożone albo wyrzucane. Jest to niesamowicie kryminalna działalność, którą można ogłuszyć tylko w ten sposób, że zapomni się o tym, że jest to człowiek. Jeśli uważa się, że jest to tylko zabawa nad komórkami, to dochodzi do skrzywienia wiedzy antropologicznej. Jest to procedura, która bardzo głęboko zmienia strukturę moralną naszego społeczeństwa. Po wielokrotnym przyglądaniu się z bliska temu procedurowi, odpowiedź Kościoła zawsze jest NIE. In vitro jest głęboko nie ludzkie.
Przeciwko godności kobiety?
- Przeciwko życiu, przeciwko godności kobiety, przeciwko godności tego, który przeżyje. Osobnik ten nie powstał w warunkach naturalnych, tylko powstał w warunkach brutalnych, na szkle przy użyciu narzędzi. Dziecko zostało wyrwane przy pomocy technicznej mechaniki, zostało wyrwane naturze i w ten sposób to dziecko staje się jakby niższego gatunku człowiekiem, nie powstało z wolnej decyzji Boga, który o tym decyduje. Powstało przy pomocy przymusu. To jest pokolenie niewolników.
Obecnie prowadzi się dalsze badania, które idą bardzo daleko. Mianowicie pracuje się nad syntezą materiału genetycznego, czyli nad sztucznym plemnikiem i sztucznym jajem, czyli sztuczną komórką jajową. Ponadto badania idą w kierunku stworzenia sztucznego środowiska do rozwoju komórki, chodzi tu o macicę syntetycznie stworzoną. Krótko mówiąc, produkcja człowieka w środowisku zupełnie poza ludzkim. Czyli tak jak na taśmie, można będzie produkować, jeśli nie hormon - człowiek, to jakiś człowieczek, jakaś podróbka nawet dosyć szczegółowo ukierunkowana np. ze specjalnymi talentami.
Pierwsze dziecko z probówki przyszło na świat w roku 1978, w Wielkiej Brytanii. Od tego czasu wiele bezpłodnych par małżeńskich skorzystało z techniki in vitro by zrealizować swoje marzenia. Czy prowadzone są badania nad osobowością dzieci urodzonych „z próbówki”?
- W tej chwili są pierwsze sygnały odnoszące się do struktury fizycznej. A więc odporności, czyli systemu immunologicznego, skłonności do patologicznych zachowań itd. Ale, o ile to tak głęboko ingeruje poczętą osobę, to nie jest dzisiaj jeszcze takie proste.
Stosunkowo nie dawno pojawił się taki wynik badań, który zatytułowano „psychika ocalenia”. Badanie dotyczy ocalałych dzieci, których rodzice dokonali iluś aborcji. Czy dziecko jest wdzięczne swoim rodzicom za to, że jest jedynakiem, że nie miało konkurencji? Okazuje się że nie, że jest ono agresywne, bo zginął mój brat, moja siostra. To się nazywa mentalność albo psychika ocalenica. I te rzeczy są badane.
Chciałabym świątecznie zakończyć naszą rozmowę. Pomimo tych różnych nieprawidłowości w dzisiejszym świecie, zachwiania rodziny tradycyjnej w wyniku wprowadzania prawa do małżeństw lesbijskich i homoseksualnych, musimy stwierdzić, że wokół nas jest dużo rodzin szczęśliwych i tradycyjnych.
- W naszym codziennym doświadczeniu mamy dosyć niebezpieczne skrzywienie świadomości, tzn. niebezpieczną dysproporcję między informacjami, które do nas docierają a rzeczywistością, w jakiej żyjemy. Na ogół nie rozglądamy się tak powiedzmy statystycznie w okolicy, tylko patrzymy w telewizję. Czyli patrzymy na skrótowe, bardzo syntetyczne informacje. W telewizji nie podają wartości względnych, np. nie mówią ile jest osób samotnych, ile procent homoseksualistów, tylko reklamują konkretne postawy i stwarzają wrażenie, jakby wokół byli tylko homoseksualiści. Wówczas w nas powstaje fałszywy obraz, obraz statystycznie przekłamany. Może zażartuję: lepiej zaglądać do lodówki niż patrzeć w TV, bo w lodówce jest prawdziwy obraz. Podawane w telewizji wiadomości są zwykle dramatyczne.
Życzyłbym Rodakom, Polonii by przestawiała pole obserwacyjne, niech się cieszy faktami, a nie żyje informacją wyselekcjonowaną przez media. Wtedy zobaczy ile jest osób, którym udało się rozwiązać własne problemy i osiągnąć poziom odpowiednich ludzkich relacji. W tym wypadku, obserwacja duszpasterza jest uprzywilejowana - siedząc w konfesjonale wytwarzamy sobie bardzo realistyczny, właściwy obraz. W głębi człowieka widzimy ile dobra, ile starań, wysiłku, jakie zabiegi podejmuje człowiek. Dobro jest dynamiczne, jest mocniejsze, odporne, podczas gdy słabość ludzka i wszelkiego rodzaju zawiłe drogi są bolesne i bardziej widoczne, ale są sezonowe i marginalne w stosunku do głównego nurtu.
Życzyłbym wszystkim, by droga była drogą tych, którzy poszli pokłonić się Nowonarodzonemu. Droga ta jest aż do dzisiaj odtwarzana i pokazywana w wymiarach artystycznych. Pamięć o wędrujących do Stajni Betlejemskiej, do Jezusa, jest odtwarzana w jasełkach, szopkach, w sztukach artystycznych, w drobnych i w wielkich utworach. Proszę zobaczyć, jedno małe wydarzenie i dwa tysiące lat inspiracji do różnego poziomu twórczości, aż do tych rodzinnych, małych uroczystości, które w czasie Świąt przeżywamy.
Chciałbym złożyć kolędową wizytę duszpasterską w każdym domu, zgodnie z naszą tradycją. Zawsze są to dwa wymiary spotkania – oddanie Bogu chwały, a potem rozmowa między duszpasterzem a rodziną na tematy bieżące. W ten sposób duszpasterz wchodzi w realia rodziny a rodzina w kanały, których źródłem jest duszpasterz. Życzę Polonii, by wszystkie spotkania rodzinne i sąsiedzkie były kanałami drożnymi, sprawnymi, aktywnymi i przynosiły dużo radości.
Bóg zapłać za rozmowę. Dziękuję!
Z ks. bp Stanisławem Stefankiem TChr rozmawiała Alicja Karlic